Brak odpowiedzi  Dodaj komentarz

utopiecChociaż nazwy „wodnik” i „utopiec” nie zawsze były używane w tym samym kontekście, zazwyczaj oba stworzenia są uznawane za jedno i to samo. Różnica w nazewnictwie wynika raczej z gwary danego regionu. Znamy też wiele innych wersji, jak chociażby „wirnik„, „topic„, „topnik„, „utoplec„, „utopek„, „topielec„, „waserman„.

Początkowo wodniki pojawiały się głównie w wierzeniach słowiańskich, więc przeważne na terenie Europy, ale z racji tego, że kultury całego świata lubią wpływać na siebie, a nawet mieszać się, wodne stworzenie można już spotkać praktycznie wszędzie. Niestety wiele osób uważa, że to jedynie nasza kultura nasiąka innymi i nie daje im nic w zamian…

Opisy utopców znane są już conajmniej od XIV wieku, ale niewykluczone, że mówiono o nich o wiele wcześniej. Brak oczywistych dowodów jest spowodowany niewielką popularnością pisma – używali go tylko nieliczni i służyło przede wszystkim do spisywania kronik, a co za tym idzie – sławienia władców. Dziwne stworzenia żyjące gdzieś poza wsiami były sprawą drugorzędną…

Jak wygląda wodnik?

Najwcześniejszy znany nam opis przedstawia go, jako istotę tak brzydką, że niemożliwą do pomylenia z niczym innym. Wodnik posiada wielką głowę, zielone włosy i bardzo cienkie kończyny. Chociaż autor pisze o stworzeniu, jako niepodobnym do człowieka, późniejsze źródła mają na ten temat inne zdanie. Tak, jak w przypadku nazwy, również wygląd jest bardzo zróżnicowany zależnie od regionu.

Często uważa się też, że wodniki były zmiennokształtne, co ułatwiało im polowania. W czasie nowiu miały przybierać kształt bardzo szczupłych i wysokich ludzi. Pamiętajmy jednak, że w czasach średniowiecza byli oni dużo niżsi, niż obecnie. Wynikało to głównie z prostej diety, oraz kiepskiej znajomości medycyny. Ludzie ci byli też raczej szczupli, więc gdybyśmy spotkali wodnika w naszych czasach, nie uznalibyśmy go raczej za zbyt wysokiego, ale wydałby nam się niemożliwie wychudzony…

Polowania

Jak każde stworzenie, również utopiec musiał coś jeść. Nie polował tylko na ludzi (jak sądzą niektórzy), ale również na zwierzęta. Mieszkańcy obszarów z dużą ilością rzek i jezior traktowali sprawę na tyle poważnie, że w okresie kiedy wody wzbierały (głównie na wiosnę, podczas roztopów), wodnikom składano ofiary ze zwierząt – głównie kur, a czasem nawet kozłów, czy krów, żeby najedzone stworzenia nie atakowały osób chodzących po wodę na ich tereny.
Największa aktywność utopców przypadała na nów (faza księżyca, w której jest on cały zacieniony – nie odbija więc światła, a noc jest bardzo ciemna). Wychodziły wtedy z wody na brzeg i wabiły ludzi, zadając im zagadki. Jeżeli podczas niewinnej zabawy ktoś próbował oszukiwać, utopce złościły się i topiły go.
Chociaż w wierzeniach słowiańskich, to żeńskie demony były tymi najstraszniejszymi i najbardziej okrutnymi, w przypadku wodników bano się raczej męskich typów.

Utopiec, czy wodnik?

Tam, gdzie te dwie istoty są rozróżniane, jako osobne, wodniki, to typowe złe stworzenia – dzikie i niebezpieczne. Spotkanie z nimi zazwyczaj kończyło się źle, niezależnie od charakteru zaatakowanej osoby, czy jej zachowania.
Utopiec wydaje się spokojniejszy. Chociaż wiele z nich miało na swoim koncie brutalne ataki, część tych stworzeń pragnęła kontaktu z ludźmi. Zdarzało się, że przestrzegały obcych przed niebezpieczeństwem. Rzadziej – ale również i tak się bywało – zaprzyjaźniały się z nimi.

Narodziny wodnika

utopiecPomimo swojego nieprzyjemnego charakteru, wodnik, czy utopiec może wzbudzać pozytywne uczucia, jak chociażby współczucie.

Zanim na słowiańskie ziemie przybyło chrześcijaństwo, wodniki uważano za dusze topielców i dzieci, które zmarły w trakcie porodu, lub jeszcze przed nim. Tragiczna śmierć nie pozwalała im na spokojne odejście. W naszych dawnych wierzeniach, stworzenia powstałe w podobny sposób (a było ich sporo) zazwyczaj – tak, jak i w tym przypadku – cechowały się strasznym wyglądem, który miał podkreślić ich cierpienie w momencie odchodzenia ze świata żywych. Często też takie stworzenia próbowały doprowadzać do podobnych zgonów zupełnie niewinnych ludzi, uważając, że świat potraktował je niesprawiedliwie, i że same muszą tę sprawiedliwość wymierzyć.

Kiedy na ziemie Słowian zaczęli napływać chrześcijanie, wodniki zostały przejęte przez nowe wierzenia. Ciężko przecież byłoby wmówić ludziom, że nagle zniknęły, lub że nigdy ich tu nie było...

Żeby jednak nie naginać zasad Kościoła, utopce stały się „diabłami„, lub „demonami” wodnymi. Mówiło się wtedy, że są to dusze samobójców, którzy odbierając sobie życie (wyrzekając się największego daru Boga) w wodzie, byli karani tą nieprzyjemną formą lub być może sami prosili Diabła o powrót na świat żywych i wracali właśnie jako wodniki.
Wyróżniono nawet dwa typy – wodniki naturalne, czyli samobójcy, oraz te niższego stopnia, które podobno powstawały czasem po tym, jak dana osoba została utopiona przez pierwszy typ.

Obrona przed wodnikiem

Przede wszystkim, co dość oczywiste, nie należało zbliżać się do wody w okresie dużej aktywności wodników. Niestety w dawnych czasach nie stosowano raczej wody bieżącej (nie licząc kilku wyjątków), więc od czasu do czasu trzeba było zaryzykować.

Może wyda się to okrutne, ale gdy jakaś osoba została już wciągnięta pod wodę, raczej nie próbowano jej ratować. Uważano, że szansa na pomoc jest zbyt mała w stosunku do zagrożenia, na jakie naraziłaby się osoba ratująca. Wodnik był silnym stworzeniem. Nie mówiąc już o tym, że w rzece, lub jeziorze mogło się ich kryć znacznie więcej…
W ramach obrony własnej, chrześcijanie preferowali dość typowe formy – szczególnie rzucenie potworowi różańcem w oczy. Słowianie nie posiadali uniwersalnego świętego znaku, ale swoje demony straszyli srebrem. Podobno kontakt z nim potrafił mocno ranić wiele magicznych stworzeń. Mieszkańcy terenów górskich mieli też do dyspozycji przytulię, czyli magiczne zioło odstraszające wodniki oraz działające korzystnie na przemianę materii i wspomagające gojenie ran.

Zeflik

Jest to najbardziej znany i prawdopodobnie najweselszy utopiec. Legenda mówi, że dawno temu był aniołem, ale za swoje złe uczynki został strącony z nieba. W przeciwieństwie do wielu innych, nie upadł na ziemię, dzięki czemu nie stał się czartem. Wylądował w moczarach nad rzeką Leśnicą, gdzie zaprzyjaźnił się z Belzebubem. Przez pewien czas razem uprzykrzali życie miejscowym, ale tamci nie reagowali tak, jak stworzenia się spodziewały. Ludzie zwyczajnie się ich nie bali. Zniechęcony Belzebub uciekł do podziemnej kryjówki, ale Zeflik zaczął przyglądać się ludziom i wyraźnie się nimi zainteresował. Po pewnym czasie dał się nawet przekupić młynarzowi, którego dotąd prześladował. Za glinianą fajkę i worek tytoniu stał się jego kompanem od kieliszka, a po pewnym czasie zięciem – zakochał się w córce mężczyzny i po długich namowach uzyskał od jej ojca zgodę na ślub.

Kappa

Japończycy, chociaż niespokrewnieni ze Słowianami, również mają swojego "wodnika". Mówi się o nim nawet w kategoriach kryptozoologii, ponieważ wiele osób wciąż twierdzi, że widziało potwora.

kappaObserwacji dokonywano zawsze w pobliżu zbiorników wodnych, ale raczej nie zbliżano się na niewielkie odległości, ponieważ uważa się, że Kappa potrafi atakować i zabijać ludzi. Wciąga ich pod wodę, po czym wysysa organy wewnętrzne, lub krew. Podobno dopuszcza się czasem gwałtów.

Z wyglądu jest to coś pomiędzy żółwiem i człowiekiem. Jego usta przypominają dziób, a palce są połączone błonami ułatwiającymi pływanie. Tak, jak wodnik, stworzenie to posiada zielone włosy i jest bardzo silne.
Ułaskawienie stworzenia jest jednak łatwiejsze, niż w przypadku rodzimych odpowiedników, ponieważ zamiast ludzkiego mięsa, Kappa preferuje ogórki…

Źródło: „Wielka księga demonów polskich”
Rating: 5.0. From 1 vote.
Show votes.
Please wait…