W nocy z 8 na 9 lutego 1855 roku w hrabstwie Devon wystąpiły obfite opady śniegu. Białym puchem pokryła się cała dolina rzeki Exe.

Henry Pilk, piekarz z Topsham, który wstał bardzo wcześnie, aby rozpalić w piecu, był pierwszą osobą, która na czystym śniegu pokrywającym wieś i okoliczne pola zauważyła dziwne ślady. Wyglądały, jakby zostawił je bardzo mały osioł. Ale piekarz zwrócił też uwagę na jeszcze jedną osobliwość: odciski kopyt w ogóle nie różniły się od siebie – nigdy nie zdarzyło mu się widzieć, aby osioł albo pony w tak niezwykły sposób stawiały nogi.

Dyrektor miejscowej szkoły, Albert Brailsford, zebrał szybko grupę mieszkańców i na ich czele ruszył na poszukiwanie tajemniczego zwierzaka. Tropiciele rozdzielili się badając poszczególne regiony i wkrótce wszyscy zaczęli donosić o znajdowanych śladach. Powoli ciekawość zaczęła mieszać się ze strachem, ponieważ okazało się, że stworzenie chodzące tej nocy po okolicy było w stanie przeskakiwać ściany kilkumetrowej wysokości, jakby ich wcale nie było.

Stopy diabła

Odtworzone ślady na podstawie ilustracji z London News – 24.02.1855

Stwierdzono, że tropy miały 10 cm wysokości i 7 cm szerokości i powtarzały się w regularnych odstępach 8 cali (20,3 cm). Ciągnęły się na przestrzeni ok. 160 km poprzez ogrody, stojące na ich trasie domy, mury, stogi siana i inne przeszkody. Widać je było na zasypanych śniegiem dachach. Ślady prowadziły też przez rurę odpływową o średnicy ok. 10 cm. Wyglądały zupełnie inaczej niż odciski nóg znanych czworonożnych, czy dwunożnych stworzeń.

Jedna z grup podążała za śladami od Mamhead. Wędrując przez pola i łąki ludzie dotarli do stogu siana wysokości ok. 6 m. Obchodząc ostrożnie przeszkodę stwierdzili ze zdumieniem, że ślady idą dalej, jakby stóg wcale nie istniał. Na sianie przykrytym warstwą świeżego śniegu nie było odcisków kopyt – „to coś” przeleciało górą.

Teren, na którym występowały ślady, rozciągał się od Exmouth do Topsham i przez rzekę Exe do Dawlish i Teignmouth. Mieszkańcy 30 miejscowości głowili się nad niezwykłymi odciskami w śniegu. Mówiono później, że ślady kopyt widziano też dalej na południe koło Totnes i Torquay, a nawet w Lincolnshire.

DevonPod wpływem promieni lutowego słońca ślady na śniegu zmieniły nieco swój wygląd. Ich krawędź rozdzieliła się i zaczęły przypominać odciski rozdwojonych kopyt. Wówczas większość ludzi w strachu zabarykadowała się w domach, w oknach pojawiły się krzyże i biblie, mające chronić przed mocą szatana. Tylko najodważniejsi, uzbrojeni w strzelby, kosy i widły nadal przeszukiwali pola i łąki.

Co mogło zostawić takie ślady?

Istnieją różne próby wyjaśnienia tego zjawiska. Niektórzy sceptyczni badacze wątpią, czy ślady rzeczywiście ciągnęły się na odległość ponad 100 mil argumentując, że nikt nie jest w stanie przejść tak daleko w jedną noc. Inni próbują znaleźć jakieś racjonale wyjaśnienie. Do mało prawdopodobnych teorii należą:

  • Ślady zrobił jakiś dowcipniś. W wiktoriańskiej Anglii było wielu młodych arystokratów bogatych i znudzonych nieróbstwem. Nie raz robili różne kawały i sami przyznawali się do ich autorstwa.

Niemożliwością jest, aby jeden człowiek przebiegł nocą 150 km. Teoretycznie mogła to robić cała grupa, ale wiadomo, jak trudno jest utrzymać wtedy tajemnicę – wcześniej czy później ktoś by się wygadał.

  • W przypadku masowej histerii tropy różnych zwierząt mogły być wzięte przez zaniepokojoną ludność za jeden rodzaj.

Przypisywano autorstwo śladów takim zwierzętom, jak wydra, borsuk, pies, kot, osioł i albatros, a nawet zbiegłemu z jakiejś menażerii kangurowi. Tyle tylko, że żadne z tych zwierząt nie pokonałoby szerokiej rzeki Exe, ani nie przeskoczyło stogu siana. Nie zgłaszano też nigdzie ucieczki kangura.

  • Ponieważ hrabstwo Devon znajduje się na wybrzeżu, niektórzy badacze dopuszczali pogląd, że ślady zostawiła jakaś ranna mewa.

Wersja o tropach jakiegoś ptaka ma tę zaletę, że tłumaczy pokonywanie wysokich przeszkód na drodze. Nigdzie na śniegu nie stwierdzono jednak śladów skrzydeł w miejscach, gdzie hipotetyczny ptak musiałby wzbijać się w powietrze. Trudno też wyobrazić sobie morskiego ptaka, który na piechotę przejdzie po śniegu sto mil.

  • Inna teoria polega na tym, że jakiś balon zerwał się z kotwicy i został uniesiony wiatrem nad Devon. Wlokący się za nim łańcuch zostawiał na śniegu podobne do podków ślady.

Już sama regularność stwierdzonych tropów wyklucza tę możliwość. Każdy balon pozostawiony na łasce wiatru będzie od czasu do czasu nabierać wysokości i opadać, a łańcuch nie będzie rysował na śniegu idealnych wzorów.

Nie tylko w Devonshire

W różnym czasie ukazywały się w prasie informacje o pojawieniu się śladów tajemniczych, dwunogich, kopytnych stworzeń – na śniegu albo na piaszczystej plaży.

  • w Szkocji – zima 1839/1840 r..
  • w Polsce (na Piaskowej Górze, na granicy Galicji) – 1855 r.
  • w Belgii – 1945 r.
  • w Brazylii – 1954 r.
  • ponownie w Anglii – 1957 r. – na piasku plaży w hrabstwie Devon.

Są zagadki bez rozwiązania – do takich należy i ta, która czeka na wyjaśnienie już ponad półtora wieku. Tajemnicze tropy na śniegu i piasku za nic mają sobie współczesną naukę z jej doskonałymi metodami badawczymi. Fakty są proste, przyciągają wciąż uwagę uczonych, badaczy, pisarzy, dziennikarzy i zwykłych, dociekliwych ludzi – ale rozwiązania ciągle brak.

Rating: 5.0. From 1 vote. Show votes.
Please wait...

Tagi: