1 odpowiedź  Dodaj komentarz

W Estonii, niedaleko Tallina, znajduje się jedno z najbardziej zagadkowych miejsc na Ziemi. O tym, co zdarzyło się w Merivälje w dalekiej przeszłości, opowiadają liczne legendy. Ale i uczeni odnoszą się do nich poważnie; wystarczy dodać, że tajemnicę estońskiego miasteczka próbowały rozwiązać wywiady trzech państw.

Zaczęło się od studni

Ta niezwykła historia rozpoczęła się w połowie lat 60. ubiegłego wieku. Właściciel działki w rejonie Merivälje, mechanik samochodowy Virgo Mitt, postanowił wykopać sobie koło domu studnię. Początkowo praca szła mu sprawnie, ale na głębokości ok. 7 m natknął się nagle na jakiś metalowy przedmiot o gładkiej powierzchni srebrzysto-szarego koloru, przypominający płytę. Virgo próbował wykopać znalezisko albo obejść je bokiem. Ale wszystkie próby spełzły na niczym – przedmiot był bardzo wielki.

Do tego, z każdym uderzeniem w płytę mężczyźnie robiło się słabo, coraz gorzej. Wirgo wziął się jednak w garść i postanowił dokończyć robotę. Zdobył gdzieś młot udarowy i godzinami walczył z przeszkodą. Ostatecznie udało mu się wybić dziurę w płycie – wierzchnia warstwa była twarda ale niezbyt gruba. Jednak pod nią była następna, bardziej złożona struktura, przypominająca sople albo gwoździe.

Upór przyniósł efekt: po kilku dniach w płycie powstał otwór w pełni odpowiadający średnicy studni. Nieoczekiwanie zaczęła przybierać woda. Radość gospodarza trwała jednak krótko, bowiem woda, chociaż czysta, nie nadawała się picia. Tyle pracy poszło na marne! Rozczarowany Mitt postanowił zakończyć swoją epopeję ze studnią.



Wiadro odłamków z płyty wsypał z powrotem do wody. Ale nie wszystkie… Dwa większe kawałki zachował na pamiątkę. Były z twardego, nieznanego metalu, podobnego do aluminium.

Kawałek płyty – czyli „obiekt M”

obiekt MWkrótce po tych wydarzeniach w domu Virgo Mitt’a zaczęły dziać się osobliwe rzeczy: po nocach słychać było hałasy, przewracały się meble, naczynia, książki. Virgo był człowiekiem towarzyskim, miał wielu przyjaciół, nie raz zapraszał ich do siebie. Był wśród nich fizyk, którego bardzo zainteresowała historia ze studnią i płytą. Poprosił o kawałek metalu, aby pokazać go w estońskiej politechnice. Kiedy zaczęto badania, uczeni zaniemówili: okazało się, że metal zawiera tytan, chrom, wanad, nikiel i 34 inne elementy Tablicy Mendelejewa, które nigdy nie występują w przyrodzie razem! Mało tego, we współczesnych warunkach otrzymanie takiego stopu metali jest zwyczajnie niemożliwe.

Jest on odporny na działanie wysokich temperatur oraz stężonych kwasów. Według opinii uczonych, ten rodzaj materiału mógł prawdopodobnie powstać przy użyciu technologii proszkowej i ekstremalnie wysokich ciśnień, co przy dzisiejszym poziomie rozwoju nauki i techniki jest niewykonalne.

W 1969 roku unikatowe znalezisko z Merivälje znalazło się na stole młodego uczonego Herberta Viydinga. Ten tajemniczy odłamek przyniósł jeszcze jedną niespodziankę. Pewnego razu dotknął go przypadkowo jeden z inżynierów i poczuł uderzenie, jak od silnego wyładowania elektrycznego, po czym stracił przytomność. Viydinga był poruszony: on sam wiele razy brał przedmiot do ręki i niczego niezwykłego nie odczuwał. Przeprowadził eksperyment z udziałem ponad 300 osób: współpracowników, krewnych i znajomych, a nawet ekstrasensów (ludzi o zdolnościach paranormalnych). Okazało się, że ludzie reagowali na nieznany metal w różny sposób. Jedni czuli uderzenie prądu, inni lekką wibrację. Ktoś odczuwał chłód, a inni mieli oparzenia na rękach. Jednym poprawiało się samopoczucie, a u innych na odwrót. Viydinga wydzielił osiem typów różnych działań. Było nad czym myśleć…

Dalsze badania

W latach 1970-1988 próbka „obiektu M” (taką nazwę nosił odłamek w oficjalnych dokumentach) została przekazana do analizy w instytutach i laboratoriach Moskwy, Leningradu i Kijowa. Wyniki badań utajniono. Do Tallina wysłano specjalną komisję.

Metalowa plyta - UFOW ogrodzie koło zasypanej studni zrobiono wykop na kilkanaście metrów i na poziomie sześciu metrów poprowadzono poziomy tunel. Tajemniczą metalową płytę odkryto na głębokości 7-8 m. Ale potem prace trzeba było przerwać – technika zawiodła. Jeden z badaczy postanowił opuścić się do wykopu na linie. Po chwili koledzy na górze zauważyli, że zwisa on bezwładnie. Z trudem wydobyli go na powierzchnię. Żadnych obrażeń nie doznał, ale był strasznym stanie, jakby się czegoś śmiertelnie przestraszył. Nawet po długim pobycie w szpitalu uczony nie mógł długo wrócić do zdrowia i niczego nie pamiętał. Co się z nim stało – pozostaje tajemnicą. Po czterech miesiącach podobny przypadek spotkał kolejnego ochotnika. Tym razem jednak z powierzchni obiektu oderwał się „zielonkawy trójkąt” i mocno uderzył człowieka w brzuch. Wyciągnięto go szybko i udzielono pomocy. Stracił przytomność, a na ciele – co najdziwniejsze – miał wypalone cztery ślady w kształcie rombu. Kiedy na dodatek do szybu zaczęła w ogromnych ilościach napływać woda, badania obiektu przerwano.

„Ojciec rosyjskiej biolokacji” (biolokacja – synonimy: radiestezja, różdżkarstwo) N. N. Soczewanow na podstawie swoich badań na miejscu sporządził dokładne szkice i schematy obiektu. Ma on owalny kształt o mniejszej średnicy ok. 15 m. Górna krawędź znajduje się na głębokości 3-7 m. Kąt pochylenia wynosi 35-40°. Wysokość obiektu wynosi na środku 2,5-4 m i zmniejsza się ku krawędzi. Sądząc po ciężarze właściwym próbki, ciężar powłoki (bez ewentualnej zawartości) sięga 200 ton.

Mogiła Obcego?

W połowie lat 90. znany w Estonii badacz zjawisk paranormalnych Igor Wolke zaprosił do Tallina wybitnego moskiewskiego parapsychologa, aby ten zbadał działkę Mitt’a. Rosjanin nigdy nie był w Tallinie i nie wiedział, gdzie znajduje się owa działka. Wolke, dla utrudnienia, wysadził parapsychologa kilka kilometrów przed celem; jeśli ten jest prawdziwym specjalistą, to sam znajdzie drogę.

Zdziwienie Wolke’go nie miało granic, kiedy po pół godzinie jego gość z Moskwy był już na podwórzu u Mitt’a. Po dłuższym badaniu wydał werdykt:

Obiekt rzeczywiście, po staremu, znajduje się pod ziemią. Co więcej, kilka metrów od niego leży jeszcze jeden, trochę mniejszy. I najbardziej zadziwiające odkrycie – w małym obiekcie znajdują się zwłoki. Bardzo prawdopodobne, że to kabina z pilotem.

Latarnia morska dla UFO

Rejon Merivälje jest uważany za jeden z najchętniej odwiedzanych przez UFO. Na temat tajemniczego obiektu Igor Wolke posiada własną hipotezę. Sądzi on, że jest to swego rodzaju latarnia morska. Podobnie jak ziemskie pojazdy, tak i UFO wymagają prawdopodobnie systemów nawigacyjnych. Ten może być statkiem kosmicznym z funkcją naprowadzania innych pojazdów oraz naukowym laboratorium.

Co dalej?

Niektórzy proponują zburzyć dom Mitt’a, sprowadzić ciężki sprzęt i wydobyć „talerz” na boży świat. Wszak to 200 ton unikatowego metalu powłoki plus – być może – bezcenna aparatura, silniki, sprzęt. Tylko, czy warto tak się śpieszyć? Przecież nawet w przybliżeniu nie wiemy, jak ten obiekt może zareagować na naszą ingerencję. Wystarczy wspomnieć dotychczasowe próby, które zawsze kończyły się fiaskiem, a dla wielu badaczy tragicznie.

Możemy na koniec powtórzyć słowa Igora Wolke:

„Im więcej wiemy, tym w gruncie rzeczy mniej nam wiadomo. Co takiego leży w ziemi na przedmieściach Tallina, z pewnością prędzej, czy później się dowiemy. Ale na zęby współczesnej ludzkości ten orzeszek jest jeszcze za twardy.

Rating: 5.0. From 1 vote. Show votes.
Please wait...
Tagi: , , ,