Dawni Słowianie byli wielką grupą europejsko-azjatycką, złożoną z różniących się nieco pod względem językowym i kulturowym ludów. Utrzymywali ze sobą głównie kontakty handlowe. Każdy z ludów miał swoje ziemie (o bardzo niestałych granicach, ponieważ stale prowadzono tam wojny, a kartografia była jeszcze na niezbyt wysokim poziomie), zwyczaje i technologię – oczywiście jeszcze dość prymitywną, ale bardzo ułatwiającą życie.

Słowian łączyło przede wszystkim pochodzenie ich języków – stąd też wzięła się nazwa oznaczająca ludzi „znających słowa„, czyli mówiących w podobny sposób do autorów określenia. Nawet dzisiaj przy niezbyt wielkim wysiłku jesteśmy w stanie zrozumieć osoby niepochodzące z naszego kraju, a należące do tej samej grupy językowej – Czechów, Słowaków, Rosjan – ci ostatni należeli do nieco dalszej grupy (wschodniej), ale wciąż pokrewnej z naszą (zachodnią). Dlaczego to takie ważne? Pismo nie było wtedy powszechnie używane. Przez dłuższy czas nawet go nie znano. W późniejszych czasach korzystali z niego tylko uczeni urzędnicy. Porozumiewano się za pomocą słów i tak też przekazywano wiedzę z pokolenia na pokolenie.

Obsługa narzędzi rolniczych i innych urządzeń była dość prosta. Przetłumaczenie ich obsługi zajmowało chwilę, więc chociaż zwykle trzymano się jednego zajęcia, przeciętny chłop mógł zarówno pracować w polu, jak i wykonywać gliniane naczynia, jeżeli akurat zaszła taka potrzeba. Skomplikowaną magią zajmowali się tylko wybrani. Prości ludzie mieli dostęp do drobnych rytuałów odpędzających pecha i pomniejsze demony, ale to czarownice, szeptuchy i kapłani byli tymi, którzy faktycznie potrafili mierzyć się ze światem magicznym.

Właśnie te osoby były bardzo szanowane przez cały lud i do nich udawano się z każdym problemem. Osoba praktykująca magię nie musiała zresztą przyjmować tylko i wyłącznie przedstawicieli własnego ludu. Musiała też kontaktować się z innymi „znajomymi po fachu„, żeby uczyć się lub wykonywać bardziej zaawansowane rytuały. Podczas takich spotkań nieraz omawiano problemy dręczące ludność, plotki napływające z różnych terenów oraz dyskutowano nad podjęciem wspólnych działań w danym kierunku.

Tak właśnie powstał system wierzeń – często powtarzające się w plotkach motywy uznawano za te najbardziej prawdopodobne i tworzono na ich podstawie opisy stworzeń, zdarzeń, czy innych rzeczy, z którymi lud mógł mieć styczność.

Magia zwykłej ludności przypominała trochę zwykłe międzyludzkie kontakty, lub zachowanie zwierząt, które jak wierzono miały nieco większe pojęcie o świecie nadnaturalnym, ponieważ działały instynktownie, a nie zgodnie z logiką. Istoty magiczne oraz demony (jak sądzono) myślały podobnie do dzikich drapieżników. Atakowały, żeby przeżyć, z tą różnicą, że zwykle nie musiały pożerać ofiary. Niektóre tylko ją opętywały, okradały lub powodowały pecha. Nie były to oczywiście działania pożądane. Żeby przepłoszyć złego ducha należało go przestraszyć. Dokładnie tak, jak dzikie zwierzę, czyli za pomocą głośnych dźwięków. Ludziom nie wypadało co prawda warczeć, czy szczekać, ale posiadali oni liczne instrumenty, jak kołatki i trąbki. W przypadku ich braku nieźle sprawdzał się też krzyk. „Magię” tą stosowano m.in. podczas zabaw weselnych w celu zapewnienia młodej parze pomyślności.

Jeżeli demona nie udało się przestraszyć dźwiękiem, można było sięgnąć po prawdziwą broń. Niektóre stworzenia mogły być przecież niewidzialne, ale w jakiś sposób możliwe do zranienia…

Problem w tym, że to samo tyczyło się dobrych duchów. Do machania w powietrzu ostrymi narzędziami należało podchodzić bardzo ostrożnie i nie nadużywać go. W przeciwnym razie dobry duch mógł zostać zraniony, lub przestraszony, a takie odpędzanie szczęścia byłoby jeszcze mniej pożądane, niż zaniechanie jakichkolwiek działań związanych z wypędzaniem zła.

Słowianie używali często magii symboli. Wierzyli, że przez dotyk, lub wyobrażenie można realnie wpłynąć na dany przedmiot, zwierzę, lub osobę. W tym celu robiono rzeczy pozornie dziwne, jak np. taczanie jajka (kojarzonego z życiem i dostatkiem) po ziemi, w celu zapewnienia obfitych plonów, lub po chorej osobie, z której próbowano w ten sposób „wyciągnąć” złe bakterie.

Inną dość znaną formą magii było wiązanie supełków. Za ich pomocą utrwalano różne rzeczy i zatrzymywano je przy danej osobie. Stąd zresztą niezbyt często już praktykowane, ale wciąż znane wiązanie supłów mających przypominać nam o różnych rzeczach.

Każdemu z typowych ludowych rytuałów słowiańskich musiały towarzyszyć słowa. Tylko one gwarantowały, że życzenie zostanie usłyszane i będzie miało szansę się spełnić.

Rzucanie zaklęć w milczeniu było zarezerwowane dla wyższych poziomów wtajemniczenia, które wymagały skupienia się, jednak jest to tylko technika pomocnicza. Podobnie, jak nagość, lub wykonywanie rytmicznie powtarzanych ruchów. Wszystko to służyło głównie koncentracji i umożliwiało wejście w trans.

Inaczej było w przypadku magicznych przedmiotów i innych „wspomagaczy„. Magia ziół, która przetrwała do naszych czasów, oferowała całą gamę pomocnych w najróżniejszych przypadkach właściwości. Ogień oczyszczał i niszczył zło, które wcześniej schwytano w sieci. Przydatne były nawet ekskrementy zwierzęce, które swoim odorem odpędzały niebezpieczne demony.

Ludowa magia słowiańska, to tylko i wyłącznie magia biała. Przynajmniej oficjalnie. Złe uroki również były praktykowane, chociaż trzymano to w wielkiej tajemnicy. Osoby celowo szkodzące innym były surowo karane. Pytanie tylko – kiedy magia przestaje być biała?

Istniało przecież wiele zaklęć – chociażby tych miłosnych, uwielbianych przez młode panny – które teoretycznie nie miały szkodzić, ale wpływały na człowieka wbrew jego woli. Jeżeli mężczyzna nie zakochał się w zapatrzonej w niego dziewczynie naturalnie, był w pewien sposób do tego zmuszany. Często zadawano sobie pytanie, czy taka miłość była szczera… Może pomagała kawalerowi zwrócić uwagę na kobietę i dostrzec w niej to, czego podświadomie szukał, ale przecież nie mogło to być regułą. Większość mężczyzn była poprostu mamiona. W przypadku wykrycia takiego czaru, wiele zależało od opinii, jaką cieszyła się autorka. O ile chodziło o pannę na wydaniu, istniała spora szansa, że sprawa rozejdzie się po kościach, lub nawet szczęśliwie zakończy się ślubem. Może kawalerowi brakowało dotąd śmiałości? Skoro już wiedział, że jest kochany, mógł oświadczyć się bez strachu, że zostanie odrzucony.

Jeżeli jednak kobieta była czarownicą, wokół której kręciło się podejrzanie wielu amantów, udowodnienie jej praktyk magicznych to właściwie wyrok…

Słowianie, jako ludy generalnie pokojowe, wysoko ceniły magię leczniczą.

Sama diagnoza chorób nie była oczywiście trafna z medycznego punktu widzenia. Winę za złe samopoczucie, czy nawet śmierć zrzucano często na niezwiązane z nimi zjawiska – zaćmienia słońca, działalność duchów itp.

Samo leczenie było bardzo specyficzne. Chorobę można było wyciągnąć z pacjenta wysysając ją, wylizując, lub okadzając. Ciekawe, czy którykolwiek ze współczesnych, dyplomowanych lekarzy uznałby te techniki…

Na szczęście Słowianie znali też puszczanie krwi, stawianie baniek, oraz proste zabiegi chirurgiczne.

Podsumowując : słowiańska magia jako taka nie była konkretnym systemem, jak religie. Była działaniem na skutek aktualnych potrzeb i służyła pomocy w formie, którą akceptowała cała społeczność. Używano prostych, łatwo dostępnych „narzędzi”, dzięki czemu generalnie nie była to droga inwestycja. Jednocześnie bardzo zbliżała Słowian do natury, pokazując im jej wielką moc i dobro.

Słowiańskie wierzenia wciąż są bardzo popularne. Chociaż magia tych ludów nie jest uznawana za najsilniejszą, odnajduje sporo fanów w różnych częściach świata. Dla nas jest to forma dziedzictwa, które należy pielęgnować. Zwłaszcza w czasach, kiedy wartości moralne i tradycje są często spychane na margines…

Rating: 4.0. From 2 votes. Show votes.
Please wait...