Brak odpowiedzi  Dodaj komentarz

Dzisiejszy świat jest pełen nerwów i szybkiego tempa. Bywa nie do zniesienia. Kto z nas nie marzył czasem, żeby przespać najgorszy okres i obudzić się dopiero kiedy wszystko ucichnie?
Dla nas jedyną możliwością pozostaje zazwyczaj ucieczka poza miasto. Są jednak na świecie ludzie, którzy opanowali inną technikę.
Mowa tu głównie o hinduskich fakirach ponieważ to oni są najbardziej znani z umiejętności autohibernacji. Na czym polega ta sztuka?

Autohibernacja

Z zewnątrz wygląda to na dość niebezpieczne i nieprawdopodobne:
Fakir zakopuje własną głowę w ziemi (ciało pozostaje ponad powierzchnią gruntu, więc znajduje się wyżej niż głowa), a następnie „zasypia„. Przestaje się poruszać i potrafi trwać w tym stanie kilka dni. Historia z 1836 roku mówi o mężczyźnie pogrzebanym żywcem, który po miesiącu przebywania pod ziemią został uwolniony. Spodziewano się, że będzie to ekshumacja ciała, jednak w trakcie okazało się, że człowiek jest jak najbardziej żywy i w prawie doskonałej formie. Prawie – ponieważ jego szczęki były tak zaciśnięte, że trzeba je było podważyć, żeby dały się rozewrzeć.

Tutaj pojawia się wątpliwość, czy autohibernacja to na pewno bezpieczna technika. Nie chodzi o sam skurcz mięśni, ale jego powstanie. Wskazuje on na możliwość, że fakir przebywał pod ziemią w stanie śmierci klinicznej. Tłumaczyłoby to również przynajmniej częściowo jego wytrzymałość na brak wody i tlenu. Niejako jest też potwierdzeniem tego, że człowiek nie przyjmował pokarmów i płynów podczas pobytu pod ziemią. Niedotlenienie mózgu często prowadzi do nieodwracalnych zmian. Z drugiej strony – nie ma żadnego dowodu, że fanom autohibernacji praktyka faktycznie szkodzi.

Prawdziwe oblicze autohibernacji

Dobrze wyszkolony fakir jest w stanie zwolnić częstotliwość uderzeń serca do ok. 2 uderzeń na minutę. Jego funkcje życiowe nie ustają, ale zwalniają na tyle, że można odnieść wrażenie, że dana osoba śpi, lub nawet nie żyje.
Umiejętność ta wymaga odpowiedniego szkolenia, ale jest możliwa do nauczenia. Najlepiej nadają się do tego spokojne, opanowane osoby, które serce naturalnie bije wolniej, przez co łatwo im utrzymać ten stan.

Można powiedzieć, że autohibernacja jest całkiem pożyteczną umiejętnością. Nie tylko daje niesamowite poczucie kontroli nad własnym ciałem i ponadludzkich zdolności, ale może pomóc przetrwać w trudnych warunkach.
Dla przykładu podajmy fanów wspinaczki wysokogórskiej. W zimie o przypadkach zaginięć, czy śmierci osób (nawet dobrze przygotowanych i znających góry) w skutek schodzących lawin, czy wychłodzenia w śniegu, słyszymy praktycznie codziennie. Przyczyną śmierci wielu z tych osób jest panika. Nieopanowany strach każe im się szamotać i desperacko walczyć o życie. Często adrenalina daje im siłę fizyczna, której w normalnym stanie w żaden sposób nie mogliby z siebie wykrzesać. Jednak działa ona najwyżej kilka godzin, więc w przypadku zaginięcia w górach tylko wycieńczy organizm.

Zdecydowanie więcej osób przeżywa, jeżeli zachowają spokój – ustabilizowany oddech zmniejsza zużycie tlenu (którego pod śniegiem jest bardzo mało), szarpanie się może spowodować osuwanie się większych mas śniegu i kompletne ugrzęźnięcie nieszczęśnika. Zazwyczaj jedyną możliwością na przeżycie jest oczekiwanie na ratunek. Być może zdolność autohibernacji mogłaby umożliwić ofiarom takich i podobnych wypadków (może nawet katastrof na morzu?) przeżycie kilku dni w wyjątkowo niekorzystnych warunkach. W ten sposób ekipy poszukiwawcze miałyby czas na odszukanie ich. Pamiętajmy, że obszary na których szuka się ofiar sił natury są zazwyczaj wielkie, więc nie należy liczyć, że pomoc przyjdzie szybko. Istnieje oczywiście ryzyko, że zahibernowana osoba zamarzłaby „zasypiając”, jednak mechanizm autohibernacji nie został zbadany na tyle, żeby można to było całkowicie potwierdzić. W wielu przypadkach warto byłoby mimo wszystko spróbować – nie mówiąc już o innych (nie wysokogórskich) przypadkach.

Nauka

Żeby mieć szansę na opanowanie sztuki autohibernacji trzeba oczywiście skontaktować się z ludźmi praktykującymi ją. Nie ma żadnej gwarancji, że uda nam się jej nauczyć, jednak jest to możliwe i wymaga głównie cierpliwości. Chcąc przygotować się do nauki, lub w celu opanowania przynajmniej podstaw kontroli własnego tętna, można wykonywać ćwiczenia oddechowe, oraz próbować kontrolować własne emocje. Nie należy też ekscytować się nowym doświadczeniem, a podejść do niego raczej jak do ćwiczenia – czegoś co będzie powtarzane wielokrotnie i powinno stać się bardziej instynktowne, a nie wymuszone i analizowane w trakcie wykonywania.

Istnieją urządzenia badające na bieżąco rytm serca – jednym z ciekawszych jest automatyczny bęben wybijający rytm serca używającej go osoby. Można go wypróbować np. w Muzeum Kopernika w Warszawie. Słysząc wyraźnie rytm można łatwo sprawdzić jak nasze serce reaguje na emocje, które próbujemy wywołać. Ćwicząc, regularnie poznamy swoje ciało na tyle, że szybko nauczymy się wyraźnie zmieniać częstotliwość bicia serca i po jakimś czasie zaobserwujemy jak organizm w tym czasie funkcjonuje.

Samodzielna nauka autohibernacji jest praktycznie nie możliwa, ponieważ po pierwsze jest to niebezpieczne, po drugie nie osiągniemy odpowiedniego stanu, nie dostając na bieżąco instrukcji od doświadczonej osoby, jednak dla chcącego nic trudnego – jeżeli takie techniki naprawdę nas fascynują, uda nam się skontaktować z odpowiednim nauczycielem. Prawdopodobnie najkrótsza droga prowadzi przez osoby uczące technik oddechowych, ponieważ są to mocno powiązane praktyki.

No votes yet.
Please wait…