Brak odpowiedzi  Dodaj komentarz


W najbardziej bezludnych okolicach pustyni Gobi żyje zagadkowe stworzenie – robak ciemnoczerwonego koloru. Swoim wyglądem zewnętrznym najbardziej przypomina wnętrzności zwierzęcia. Na jego ciele nie można rozróżnić ani głowy, ani oczu. Mongołowie nazywają go ołgoj-chorchoj i ze wszystkiego na świecie najbardziej boją się spotkania z nim właśnie. Opowiadania miejscowych mieszkańców pełne są straszliwych szczegółów o jego atakach. Jednak ani jednemu uczonemu nie było dane ujrzeć tego tajemniczego potwora na własne oczy. Dlatego też przez długie lata ołgoj-chorchoj uważany był wyłącznie za element lokalnego folkloru – postać wymyśloną przez Mongołów.Ołgoj-chorchoj

W początkach XX wieku badacze zwrócili jednak uwagę na fakt, że legendy o ołgoj-chorchoj są w Mongolii powszechnie opowiadane, przy czym nawet w najdalej od siebie oddalonych zakątkach kraju podania o gigantycznym robaku powtarzają się słowo w słowo, z takimi samymi szczegółami. Uczeni uznali więc, że u podstaw starych legend leży ziarno prawdy. Bardzo możliwe, że na pustyni Gobi żyje jakieś nieznane nauce stworzenie, jakiś cudem ocalały przedstawiciel dawno wymarłych mieszkańców Ziemi.

W tłumaczeniu z mongolskiego „ołgoj” znaczy „jelito grube”, a „chorchoj” – „robak”. Zgodnie z przekazami, półmetrowy robak żyje w niedostępnych, bezwodnych rejonach pustyni Gobi. Prawie cały czas spędza na śnie – śpi w norach wygrzebanych w piasku. Na powierzchnię wychodzi jedynie w najgorętszych miesiącach lata, i biada człowiekowi, który stanie na jego drodze: ołgoj-chorchoj zabija ofiarę na odległość, wyrzucając śmiertelny jad, albo rażąc prądem przy dotknięciu. Jednym słowem, nikt żywy mu nie ucieknie…

Izolowane położenie Mongolii i polityka jej władz sprawiają, że fauna tego kraju jest praktycznie niedostępna dla zagranicznych zoologów. Stąd też nasza skąpa wiedza o tajemniczym robaku.

Badania

Pierwsze o nim wzmianki pojawiły się w 1922 r., kiedy do Mongolii dotarła amerykańska ekspedycja, której przewodził paleontolog Roy Chapman Andrews (1884-1960). Podczas spotkania, premier Mongolii poprosił profesora o schwytanie ołgoj-chorchoja. Miał w tym osobisty interes: pustynne robaki zabiły kiedyś jednego z jego krewnych. Premier przekazał taki opis stworzenia: „Kiełbasa około dwóch stóp długości, bez głowy i nóg, na tyle jadowita, że każde dotknięcie oznacza niechybną śmierć. Żyje w najbardziej pustynnych rejonach Gobi…”.

Potwor Ołgoj-chorchojProfesor obiecał złapać niebezpiecznego robaka przy pomocy stalowych kleszczy. Nawet przygotował specjalne ciemne okulary, aby zneutralizować szkodliwe działanie spojrzenia wrednego potwora. Niestety, ku wielkiemu rozżaleniu Andrews’a, nie tylko nie udało się pojmać robaka, ale nawet go z daleka zobaczyć. Być może na szczęście, jako że w 1954 roku na terenie wewnętrznej Mongolii bez śladu przepadła grupa Amerykanów. Sześć osób wyjechało z wioski Sejszand dwoma samochodami i wszyscy zaginęli. Po długich poszukiwaniach znaleziono nieszczęśników martwych, leżących w pobliżu w pełni sprawnych pojazdów. Specjalistom nie udało się ustalić przyczyny tajemniczej śmierci uczestników wyprawy, natomiast miejscowi przekonywali dziennikarzy, że Amerykanie stali się ofiarami ołgoj-chorchoja.

Po wielu latach, w 1958 roku, radziecki pisarz, geolog i paleontolog Iwan Jefremow wrócił do tematu w swojej książce „Droga wiatrów”. Przekazał w niej wszystkie swoje doświadczenia dotyczące tego stworzenia, jakie zebrał podczas trzykrotnego pobytu na pustyni Gobi w latach 1946-1949. Pośród wielu świadectw, znajduje się w książce relacja starego Mongoła o imieniu Cewen z miejscowości Dałanzadgad, według którego ołgoj-chorchoj żyje 130 km na południowy wschód od rolniczego regionu ajmaku. Mowa jest też o śmierci dwóch rosyjskich badaczy, zatrutych jadem pustynnych robaków.

Nie tylko Amerykanie i Rosjanie wykazywali zainteresowanie zagadką Gobi. Iwan Makarle, czeski pisarz i dziennikarz, był kolejnym tropicielem zagadkowego mieszkańca pustyni. W latach dziewięćdziesiątych przeprowadził on dwie wyprawy w najbardziej odległych zakątkach pustyni Gobi. Niestety, jemu i jego towarzyszom również nie udało się pojmać żywcem choćby jednego robaka. Zdobyli jednak dowody jego realnego istnienia. Były one na tyle liczne, że pozwoliły czeskim badaczom na nagranie telewizyjnej audycji pod tytułem „Zagadkowy potwór piasków”.

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych miejsca ewentualnego pobytu nieuchwytnego robaka badali także polscy zoologowie. Na podstawie relacji miejscowych mieszkańców wywnioskowali, że istnieją prawdopodobnie dwa rozdaje pustynnych robaków. Następnie, latem 1996 roku, śladami Polaków wyruszyli ponownie Czesi. Im udało się stworzyć zaledwie pamięciowy portret nieuchwytnego wciąż ołgoj-chorchoja.Ołgoj-chorchoj Gobi

W ostatnim czasie o ołgoj-chorchoj zapanowała cisza. Ten mongolski kryptozoologiczny rebus rozwiązywany jest na razie jedynie siłami miejscowych badaczy. Jeden z nich, Dondogiżin Cewegmid, potwierdził przypuszczenie o istnieniu dwóch rodzajów robaka. W lokalnych opowieściach powtarza się przekaz o szar-chorchoj – żółtym robaku.

W jednej ze swoich książek wspomina o historii poganiacza wielbłądów, który w górach spotkał się oko w oko z takimi właśnie szar-chorchojami. W pewnym momencie zauważył, że z otworu w ziemi wyłażą żółte robale i pełzną prosto w jego kierunku. Przerażony zaczął uciekać i dostrzegł, że próbuje go otoczyć jakieś pół setki tych obmierzłych potworów. Biedakowi powiodło się – zdołał uciec przed śmiercią.

Hipotezy

Badacze mongolskiego fenomenu skłaniają się dzisiaj ku opinii, że chodzi o żywą istotę, absolutnie nieznaną nauce. Brytyjski zoolog John Cloudsley-Thompson, jeden z największych znawców pustynnej fauny, dostrzega w ołgoj-chorchoj rodzaj węża i jest przekonany, że pustynny robak jest spokrewniony z wężem morskim.

Na pustyni Ołgoj-chorchojZ kolei francuski kryptozoolog Michel Raynal oraz Czech Jaroslaw Marec podtrzymują inną wersję. Ci uczeni kojarzą mongolskiego mieszkańca pustyni z amfisbenami (podrząd gadów łuskonośnych, prowadzących podziemny tryb życia). Te gady, podobnie jak pustynne robaki, mogą być koloru czerwonego albo szarego. Na dodatek u nich również trudno jest rozróżnić szyję i głowę.

Według trzeciej wersji, ołgoj-chorchoj jest łuskowatym robakiem, który w warunkach pustynnych przybrał tę formę obrony. Wiadomo też, że niektóre z ziemnych robaków mają zdolność plucia jadem na odległość w ramach samoobrony.



W każdym razie, ołgoj-chorchoj pozostaje wciąż zagadką dla zoologów, którzy nie znaleźli dotychczas żadnego rozsądnego wyjaśnienia tego mongolskiego fenomenu.

Źródło: National Geographic Channel
Rating: 5.0. From 2 votes.
Show votes.
Please wait…