Nie bez powodu już prawie dwa tysiące lat temu znane było powiedzenie: „Nemo est propheta in patria sua” (nikt nie jest prorokiem we własnym kraju), co oznacza mniej więcej tyle, że prędzej zauważą i docenią nasz sukces gdzieś daleko za granicą, niż w najbliższym otoczeniu. Podobnie jest z obserwacjami UFO – z zainteresowaniem czytamy relacje o podobnych wydarzeniach w Meksyku, Stanach Zjednoczonych, czy nawet za Uralem, ale jeśli ktoś z naszego sąsiedztwa przyzna się, że widział „latający spodek” albo przybysza z kosmosu, z miejsca zarzuca mu się kłamstwo i radzi udać się do psychiatry. Z takim właśnie „typowym” przyjęciem spotkał się jeden z mieszkańców pewnego pomorskiego miasteczka, który ze zrozumiałych względów woli zachować anonimowość. Oto jego historia:

Pierwsze spotkanie z UFO

Było to w 1990 roku w czasie wakacji. Poszedłem do kolegi za garaże pod lasem. Mieliśmy tam niewielkie boisko, na którym graliśmy w piłkę. Był tam jeszcze tata kolegi, siostra i brat; razem pięć osób. Świeciło słońce, na niebie było parę białych obłoków. W pewnym momencie zobaczyliśmy, że gdzieś na wysokości czwartego piętra pojawił się dziwny obiekt w kształcie ciemnego cygara z kolorowymi światłami po bokach. Dobrze to zapamiętałem, bo kończyłem właśnie ukradkiem palić papierosa i o mało nie spaliłem sobie z wrażenia palców. Tata kolegi powiedział, żebyśmy się nie poruszali i stali nieruchomo. Patrzyliśmy tak w bezruchu. Coś ciągnęło mnie, żeby podejść bliżej, ale obecni tam powstrzymali mnie. Po piętnastu minutach statek wzniósł się w górę i popłynął na zachód. Tata kolegi zabronił nam wtedy o tym rozmawiać; pewnie wiedział jak zareagują na to nasi sąsiedzi i znajomi.

Pierwsze spotkanie z Obcym

W 2014 roku, a dokładnie 19 listopada o godzinie 20:30, przechodziłem koło naszego lasku zwanego „Okrąglakiem”, w pobliżu placu zabaw i boiska (tego, przy którym widziałem pierwszy raz UFO). Mimo jesiennej i wieczorowej pory nie było ciemno, ponieważ przy bloku i przy ulicy paliły się lampy. W pewnym momencie zauważyłem, jak od strony „Okrąglaka” biegnie w kierunku boiska jakaś postać. Nie był to ani pies, ani człowiek. Zwróciłem uwagę na jego szary, niczym stal, kolor skóry dobrze widoczny w świetle pobliskiej latarni. Przestraszyłem się i szybko stamtąd uciekłem.

Miesiąc później, 20 grudnia, również udałem się na spacer w stronę lasku. Było jeszcze całkiem widno. Nagle coś mnie tknęło, żeby dalej nie iść. Zatrzymałem się i w tym momencie zobaczyłem stojącego na ścieżce szarą istotę z dużą głową i wielkimi oczami. Stał z rozstawionymi nogami, z krótkimi rękami wyciągniętymi wzdłuż wątłego ciała i gapił się tak na mnie ze dwadzieścia sekund. Ja też stałem jak sparaliżowany. Po chwili Obcy wskoczył szybko w krzewy po lewej stronie drogi. Zapamiętałem jeszcze dziwne jasne światło pod laskiem i jeszcze jaśniejszy, krótki błysk bez najmniejszego hałasu.

Strach mnie ogarnął, zrezygnowałem oczywiście z dalszego spaceru i udałem się do domu. Następnego dnia coś mnie ciągnęło w tamto miejsce, gdzie spotkałem Szaraka. Chyba podświadomie chciałem go znowu zobaczyć. Kiedy zbliżyłem się tam powoli, poczułem nagle przejmujący strach, a z zarośli za ścieżką usłyszałem dziwny dźwięk, jakby jakiś osobliwy, niepodobny do niczego głos. Pomyślałem zaraz o Szaraku, o tym, że może pozostawiony przez swoich na Ziemi cierpi z tego powodu. Wracałem w tamto miejsce kilkakrotnie, ale widocznie w dzień Obcy nie czuł się bezpiecznie i nie ujawnił się. Tajemniczy głos słyszałem jednak nie raz, zarówno pod lasem, jak i w pobliżu boiska w zaroślach.

Dlaczego ja?

Po spotkaniu z istotą pozaziemską moje życie zmieniło się diametralnie. Wychodząc z domu choćby na papierosa, zawsze bezwiednie spoglądam w niebo. Zauważyłem, że od momentu spotkania z Obcym widzę dziwne i niezrozumiałe zjawiska na niebie i ziemi.

Na przykład, 7 stycznia bieżącego roku wchodząc około godziny 5:05 do łazienki zobaczyłem kątem oka przez okno dziwny obiekt nad osiedlowym parkiem przy boisku. Dysk wisiał nieruchomo jakieś pięć metrów nad drzewami. Był szarego koloru i nie paliły się na nim żadne światła. Po chwili zniknął. Kiedy wieczorem poszedłem na spacer w towarzystwie mojej mamy, dostrzegłem na śniegu między parkowymi drzewami, obok ławki, widzianego przeze mnie wcześniej Szarego. Uświadomiłem sobie, że jest to już trzecie moje spotkanie z tą istotą. Patrzył na mnie przez dłuższą chwilę, a następnie pochylił się i zniknął. Moja mama niczego nie zauważyła, a ja nie próbowałem nawet zwracać jej uwagi na to, co sam widziałem.

Jestem przekonany, że z czasem uda mi się zdobyć niepodważalne dowody na istnienie moich kontaktów z Obcymi. Ciekawe, czy wówczas będę mógł powiedzieć o sobie, parafrazując łacińskie powiedzenie, „Jestem prorokiem we własnym kraju”?

Rating: 4.5. From 2 votes. Show votes.
Please wait...