Zwolennicy teorii o pozaziemskim pochodzeniu ludzkiej cywilizacji uważają, że w pradawnych czasach do Układu Słonecznego mogła przybyć kosmiczna ekspedycja z centralnej części galaktyki. Gwiazdy i krążące wokół nich planety są starsze od naszych, więc i życie narodziło się i osiągnęło wysoki stopień rozwoju wcześniej, niż u nas.

Kosmiczni pionierzy początkowo ożywili planetę Faeton (hipotetyczna planeta, która mogła istnieć pomiędzy orbitami Marsa i Jowisza; jej istnienie zakłada reguła Titiusa-Bodego, zgodnie z którą odległość każdej planety w Układzie Słonecznym od Słońca spełnia prostą regułę arytmetyczną, a więc wśród dotychczas odkrytych brakuje właśnie jednej planety). Kiedy Słońce było młodsze i bardziej gorące, Faeton był najbardziej korzystny dla życia.

Kiedy na tej planecie rozgorzała straszna wojna, która spowodowała rozbicie Faetona na kawałki, część ludzkości zdołała osiedlić się na Marsie. Po wielu latach marsjańska cywilizacja również uległa katastrofie, ale ocaleli koloniści zaczęli z kolei oswajać Ziemię.

Zwolennikami tej teorii byli nie tylko pisarze-fantaści; na przykład w 1961 roku urodzony w Rosji amerykański uczony, matematyk i astronom, Matest Agrest, opublikował artykuł „Kosmonauci starożytności”. Autor twierdzi, że niektóre znaleziska i pozostałości z przeszłości są świadectwem przebywania na Ziemi przedstawicieli jakiejś wysokorozwiniętej pozaziemskiej cywilizacji. Pisze on: „Można przyjąć, że badanie Układu Słonecznego kosmonauci prowadzili z pomocą niewielkich statków kosmicznych startujących z Ziemi. Do tego celu, być może, trzeba było wydobywać na naszej planecie dodatkowe zapasy paliwa jądrowego oraz budować specjalne lądowiska i magazyny.”

Kopalnia w Oklo – reaktor jądrowy?

kopalnia-w-okloBardzo możliwe, że hipotezę doktora Agresta potwierdza nieoczekiwane odkrycie, dokonane w 1972 roku. Jedna z francuskich kompanii wydobywała rudę uranu w kopalni Oklo w Gabonie. I otóż podczas standardowej analizy próbek rudy okazało się, że zawartość procentowa uranu-235 wynosi poniżej normy. Ustalono brak około 200 kg tego izotopu. Specjaliści francuskiego komitetu energetyki jądrowej zabili na alarm – wszak z takiej ilości surowca można zbudować kilka bomb atomowych.

Dalsze badania wykazały, że koncentracja uranu-235 w kopani Oklo jest taka sama, jak w przerobionym paliwie z reaktora elektrowni atomowej. W takim razie, co to jest? Atomowy mogilnik? Ale jak to możliwe, skoro powstał około dwóch milionów lat temu?

Zdezorientowani specjaliści od reakcji jądrowych znaleźli odpowiedź w opublikowanym w 1956 roku artykule amerykańskich uczonych o istniejących w odległej przeszłości naturalnych reaktorach jądrowych. A Paul Kuroda, chemik z uniwersytetu w Arkansas, określił nawet konieczne i niezbędne warunki do tego, aby w złożach rudy uranu powstał samorzutnie proces samopodtrzymującej się przemiany jądrowej.

W 1975 r. w stolicy Gabonu Libreville odbyła się konferencja naukowa, poświęcona fenomenowi Oklo. Większość uczonych doszła do wniosku, że kopalnia stanowi naturalny reaktor jądrowy. Rozpoczął on pracę samoczynnie około 2 mln lat temu na skutek wyjątkowego zbiegu okoliczności i przepracował 500 tys. lat.

A co też to były za warunki? Otóż w delcie rzeki na mocnym bazaltowym podłożu spoczęła warstwa piaskowca bogatego w rudę uranu. W wyniku ruchów tektonicznych bazaltowy fundament zanurzył się w ziemię na kilka kilometrów razem z uranonośnym piaskowcem. Piaskowiec popękał, a w szczeliny zaczęła przenikać woda gruntowa. W kopalni Oklo, podobnie jak w reaktorach elektrowni atomowych, paliwo mieściło się porcjami wewnątrz spowalniacza (moderatora). W rudzie znajdowały się gliniaste „soczewki”, w których koncentracja uranu ze zwykłych 0,5% podniosła się do 40%. Po tym, jak masa i grubość słojów sięgnęła rozmiarów krytycznych, powstała reakcja łańcuchowa i urządzenie zaczęło działać.

Woda była naturalnym regulatorem. Dostając się do strefy aktywnej, uruchamiała reakcję łańcuchową, co prowadziło do odparowania wody, zmniejszenia strumienia neutronów i zatrzymania reakcji. Po 2,5 godzinach, kiedy strefa aktywna ostygła, cykl powtarzał się.

W końcu albo kolejny kataklizm zdemontował „urządzenie”, albo uran-235 wypalił się i reaktor zakończył działanie. Chociaż ten reaktor pracował pół miliona lat, to wyprodukował tylko 13 mln kWh energii. Moc jego była niewielka i wynosiła przeciętnie 100 kW – dla przykładu: moc pralki wynosi 2 kW, a kuchni elektrycznej 8-10 kW.

A może to jednak mogilnik?

mogilnikU wielu specjalistów od atomistyki wywody konferencji w Libreville budzą poważne wątpliwości. Przecież nawet Enrico Fermi, twórca pierwszego w świecie reaktora jądrowego twierdził, że reakcja łańcuchowa może posiadać tylko sztuczne pochodzenie. Z jednej strony, jeśli przyroda w jakiś niewyobrażalny sposób zdołała taką reakcję zapoczątkować to dla ciągłego jej podtrzymywania powinien działać cały szereg czynników, których prawdopodobieństwo jednoczesnego wystąpienia jest praktycznie równe zeru.

W rzeczywistości, najmniejsze poruszenie warstw gruntu w tym rejonie, który w tamtym czasie należał do bardzo aktywnych tektonicznie, spowodowałoby zatrzymanie reaktora, a trudno założyć, że pierwotne uwarunkowania kiedykolwiek by się powtórzyły. A jeśli regulatorem reakcji łańcuchowej była woda gruntowa, to bez obecności sztucznej regulacji mocy reaktora jej samorzutny wzrost doprowadziłby do odparowania wody i zatrzymania reaktora, który później samoczynnie już by nie ruszył.

Z drugiej strony, kopalnia w afrykańskim Oklo nie zupełnie przypomina reaktor jądrowy, na dodatek zbudowany przez wysokorozwiniętą cywilizację. Zbyt mała moc pokazuje, że raczej nie opłaciłaby się tutaj przysłowiowa skórka za wyprawkę. Znacznie bardziej przypomina on miejsce składowania wypalonego paliwa jądrowego, czyli tak zwany „mogilnik”. Trzeba przyznać, że mogilnik urządzony idealnie: w ciągu dwóch milionów lat ani gram radioaktywnych substancji nie przeniknął do otaczającego środowiska. Uran został trwale zamurowany w bazaltowym sarkofagu.

W zaklętym kręgu

Jeśli uznamy, że istnieje sarkofag ze zużytym paliwem jądrowym, to znaczy – bądźmy konsekwentni – był też i reaktor wytwarzający energię atomową, i rozwinięta cywilizacja, która ją wykorzystywała. Gdzie też się ona podziała?

W ostatnim czasie pojawiają się coraz częściej hipotezy, że obecna cywilizacja nie jest bynajmniej pierwsza na Ziemi. Jest bardzo możliwe, że wysokorozwinięte cywilizacje, które opanowały potężne siły przyrody, istniały na naszej planecie przed milionami lat. Tylko żadna z nich nie potrafiła wykorzystać tej potęgi dla dobrych celów, dla tworzenia, a nie dla niszczenia.

Po kolejnej katastrofie, kiedy ludzkość zniszczyła sama siebie, na nowo rozwija się cywilizacja, do której my należymy. Znowu dysponuje ona bronią jądrową i ponownie szuka jeszcze potężniejszych środków masowej zagłady. Czy tym razem zdoła uniknąć potknięcia się o atomowy próg”? Czy wyrwie się z błędnego kręgu i skieruje swoją moc na tworzenie, a nie na rujnowanie? Na razie brak odpowiedzi…

Rating: 4.9. From 18 votes. Show votes.
Please wait...