Podziemne jaskinie od wieków uważane były przez wszystkie narody za miejsca tajemnicze i niebezpieczne. Położone z dala od ciekawskich oczu, żyją swoim własnym osobliwym życiem. Ich mroczna sława ciągnie się po dziś dzień.

Niewielu znajdzie się na świecie speleologów, którzy nie opowiedzieliby kilku przynajmniej historii o swoich spotkaniach w podziemnych labiryntach ze zjawami i upiornymi ogniami, z zagadkowymi świecącymi postaciami, które wychodzą z jednej ściany i giną w drugiej. Albo o rozlegających się tam głosach, śpiewach, hipnotyzujących melodiach i innych dziwnych dźwiękach, których źródła nie daje się określić.

Efekt komory ciszy

Komora ciszyCo kryje się za takimi opowieściami? Według psychologów, niezwykłe widzenia w jaskiniach wywołuje ciemność, zamknięta przestrzeń, absolutna cisza i poczucie izolacji od świata. Na potwierdzenie swojej teorii przytaczają zwykle przykłady przeżyć ludzi w tzw. komorach ciszy. Komora ciszy, to niewielkie, izolowane od świata zewnętrznego pomieszczenie, gdzie panuje półmrok i cisza. Tam kandydaci na kosmonautów przechodzą badania odporności psychicznej.

Jeden z pierwszych w Związku Radzieckim badaczy zjawisk paranormalnych W. Komarow, w swojej książce wydanej w latach sześćdziesiątych opowiada, jak to w komorze ciszy przebywał jego znajomy dziennikarz, który postanowił osobiście sprawdzić jej działanie. Człowiek o mocnych nerwach, bez problemu spędził w izolacji kilka dni i nocy. Jednak pod koniec badań zdarzyło się z nim coś niezwykłego: zaczęła do niego dochodzić muzyka. Brzmiała tak wyraźnie, że dziennikarz dosłownie zachwycał się koncertem w filharmonii. Przy czym osoby nadzorujące eksperyment niczego nie słyszały.

Podobne badania robiono też w USA. Podczas jednego z nich do czterech komór ciszy (różniły się od radzieckich tym, że posiadały telewizory działające bez dźwięku) wprowadzono czterech pilotów. Kiedy minęła doba, jeden z badanych poinformował, że jego komora szybko wiruje. W rzeczywistości była ona oczywiście nieruchoma. Drugi skarżył się na ból oczu z powodu migotania na ekranie (telewizor działał normalnie). A po pewnym czasie zaczął twierdzić, że ściany się nad nim zamykają. Próby przekonania go, że się myli do niczego nie doprowadziły. Po wyjściu z komory od razu udał się do okulisty. Lekarz zbadawszy pacjenta stwierdził, że wzrok ma w normie. Pilot w trzeciej komorze skarżył się na żar bijący od telewizora i zażądał przerwania eksperymentu. Najdłużej, bo 30 godzin, wytrzymał czwarty pilot, ale i on w końcu nagle zauważył, jak pulpit sterowniczy topi się i kroplami spływa na podłogę.

Radziecki dziennikarz i amerykańscy piloci widzieli i słyszeli w swoich komorach ciszy coś, czego w rzeczywistości nie było. Doświadczali czegoś w rodzaju snu na jawie albo halucynacji, kiedy doznania wzrokowe i słuchowe są tak odczuwalne, że u człowieka powstaje poczucie realnego zdarzenia.

Może coś podobnego przytrafia się też ludziom w jaskiniach?

W 1985 roku fenomenem „jaskiniowych zjaw” zainteresowali się uczeni z Nowosybirskiego Instytutu Medycyny Eksperymentalnej i Klinicznej. Postanowili sprawdzić, czy rzeczywiście pod ziemią człowiek doświadcza na sobie efektu komory ciszy, czy też nie jest to sprawa psychiki, ale jakichś zewnętrznych czynników. Bezpośrednią przyczyną rozpoczęcia badań stał się tajemniczy epizod z udziałem współpracownika instytutu – Konstantina Bakulina.

jaskiniaPodczas urlopu przebywał on w Chakasji i z grupą speleologów i zszedł do Jaskini Kaszkułakskiej. Wśród miejscowej ludności cieszy się ona złą sławą, o czym świadczy jej nazwa, która oznacza „jaskinię czarnego diabła”. Według relacji nielicznych śmiałków, którzy zaryzykowali pobyt w niej, ludzi ogarniał tam strach bez przyczyny. W takiej chwili każdy pędził do wyjścia, do światła, rzucając wszystko po drodze. Dopiero po czasie, wróciwszy do siebie, zastanawiali się zdziwieni, co też ich tak nastraszyło.

Bakulin ze swoimi kolegami badał groty na głębokości stu metrów. Zakończywszy pracę, uczeni udali do wyjścia. Bakulin, który szedł ostatni, zamocował na piersi specjalny pas z liną i przygotował się do podnoszenia. Nagle poczuł, że ktoś na niego ciągle patrzy. Jakby przeszywał wzrokiem plecy. Uczonemu przeszedł dreszcz po ciele. Przecież z tyłu nikogo nie było! Niezmiernie trudno było mu się obejrzeć do tyłu. Z wielkim wysiłkiem odwrócił jednak głowę i zobaczył koło ściany… szamana w kosmatej czapce z rogami. Oczy zjawyTranskomunikacja i Duchy w tle.. gorzały. Dawała znaki rękami: odejdź stąd! Bakulin, jak zahipnotyzowany zrobił krok w stronę ducha, a potem energicznie szarpnął liną, co u speleologów oznacza prośbę o natychmiastową pomoc z zewnątrz.

Następnego roku w jednej z obszernych galerii Jaskini Kaszkułakskiej urządzono niewielkie laboratorium. Na wyniki nie trzeba długo czekać. Prawie od razu ujawniły się w jaskini niezwykłe wahania pola magnetycznego, przy czym pośród różnych sygnałów uporczywie powtarzał się jeden, bardzo specyficzny impuls. Jego przebieg był nieprzewidywalny. Mógł na jakiś czas zaniknąć, a potem pojawić się znowu. Eksperymenty wykazały, że osobliwe promieniowanie dochodzi z głębi pieczary, ale impuls o podobnej częstotliwości ze stałą amplitudą mógł pochodzić tylko ze sztucznego źródła. Wyglądało na to, że gdzieś tam pracuje radiolatarnia! Jej sygnały, przechodząc przez skorupę ziemi, szły pionowo w kosmos.

Później wyszło na jaw, że właśnie w momentach aktywności nadajnika u ludzi znajdujących się w podziemiach pojawiało się uczucie strachu, a w załomach skalnych jaskiń zaczynały miotać się nietoperze. Speleolodzy sprawdzili całą jaskinię, każdy jej zakątek, ale tajemniczego radionadajnika nie znaleźli. Widocznie był głęboko ukryty. Również pojawianie się upiornego szamana było jakoś powiązane z owym osobliwym promieniowaniem.

Nie tylko w Chakasji

Przypadek Bakulina nie jest wcale odosobniony. Z czymś równie niewytłumaczalnym spotykali się w jaskiniach również moskiewscy speleolodzy. Rozłożywszy się na odpoczynek w jednej z podziemnych sal, usłyszeli tajemnicze dźwięki: w ciszy podziemia wyraźnie słychać było czyjeś kroki. Potem pojawiło się światło, jak od latarki. Światło zgasło, a powtórzyły się kroki.

Jednym z najbardziej znanych duchBadania nad ektoplazmą – proces formowania ducha.ów podmoskiewskich jaskiń jest tak zwany „Biały speleolog”. Z kolei uralscy górnicy od lat spotykają pod ziemią zjawę kobiety odzianej w białą suknię. Ci, którzy ją widzieli mówią, że twarz ma zakrytą całunem, a w ręce trzyma świecę, palącą się zielonym płomieniem. Cały czas płacze, jakby z żalu po górnikach, którzy tam zginęli.

zjawa starca w jaskiniZnany był w 1943 roku przypadek, kiedy brygadzista odmówił prowadzenia górników na wyznaczone miejsce tłumacząc, że poprzedniego dnia widział tam zjawę starca, który zabraniał się tam zbliżać. Kierownictwo zwolniło brygadzistę ze stanowiska, a brygadę poprowadził do wyrobiska ktoś inny. W czasie prac nastąpiło tąpnięcie i wszyscy górnicy zginęli.

Swoje spotkanie ze zjawą opisuje również kandydat nauk technicznych W. Bondarenko. Pod koniec lat 40. powędrował on w pojedynkę do podziemi Pawłowska w poszukiwaniu broni. Podczas poszukiwań zobaczył świecącą figurę ubraną w długą szatę. W ręce zjawy widać było laskę zakończoną kulą. Ta laska, a szczególnie kula, świeciły jeszcze jaśniej od samej zjawy. Ze strachu Bondarenko nie mógł zrobić kroku. Na szczęście, zjawa wkrótce zniknęła. Wiele lat później próbował on fotografować świecące słupy przemieszczające się w jaskiniach Krymu i Uralu. Za każdym razem jednak, z niepojętej przyczyny, błona fotograficzna była prześwietlona.

Według ocen badaczy, około 90% jaskiń istniejących na naszej planecie nie zostało do tej pory zbadanych. A w tych jaskiniach, które próbuje się zbadać, często zdarzają się niewytłumaczalne przypadki. Podziemne przestrzenie kryją wciąż wiele zagadek i nie spieszą się z odkrywaniem swoich tajemnic. Bardzo możliwe, że zjawy w jaskiniach i widziadła w komorach ciszy, to jednak zupełnie różne zjawiska.  

 

No votes yet.
Please wait…