3 komentarze  Dodaj komentarz
Moai w Auhu Tahai,

Moai w Auhu Tahai



Około 3600 km na zachód od wybrzeża Chile, na środku Pacyfiku, leży mała wyspa. Jest to jedno z najbardziej odludnych miejsc na świecie, z dala od szlaków transportowych, na mapie nie większe niż główka od szpilki.

A jednak ten drobny skrawek ziemi do dzisiaj pozostaje pełen zagadek i tajemnic…

Nazwa wyspy

Nieznaną dotąd Europejczykom wyspę odkrył w niedzielę wielkanocną 1722 roku holenderski admirał Jakob Roggeveen i nazwał ją „Paasch-Eyland” – „Wyspa Wielkanocna”, na pamiątkę dnia odkrycia. Możliwe, że chodziło o tę samą wyspę, którą brytyjski kaper Edward Davies odkrył w 1680 (albo 1687) roku i nazwał „Daviesland”. Z kolei przepływający w 1770 r obok wyspy Hiszpan, zmienił jej nazwę na „Don Carlos”, na cześć ówczesnego króla Hiszpanii. W języku tubylców wyspa nazywa się „Rapa Nui” (wielki kamień). Używają też nazwy „Te pito o te henua” ( pępek świata, oko patrzące w niebo). Oficjalna nazwa w języku urzędowym brzmi: „Isla De Pascua”.

Światową sławę zawdzięcza Wyspa Wielkanocna przede wszystkim swoim kamiennym posągom, tak zwanym moai, których pierwotnie było na wyspie prawdopodobnie ponad tysiąc.

Kim byli twórcy tych posągów? Skąd i kiedy przybyli na ten zagubiony na oceanie skrawek lądu? W jaki sposób i w jakim celu ustawiali setki podobnych do siebie postaci? Na te i na wiele innych pytań nie ma, niestety, ostatecznej odpowiedzi.

Mieszkańcy Wyspy Wielkanocnej

Miejscowe przekazy mówią o wodzu imieniem Hotu Matua, który w 380 roku (albo też 500) naszej ery przybył na wyspę ze swej ojczyzny leżącej w polinezyjskim archipelagu Hiva (Hawaiki). Tyle tylko, że jest to dla Polinezyjczyków kraina mityczna, do której wracają po śmierci ich duchy, co raczej niewiele nam wyjaśnia. Mogły to być przypuszczalnie Mariany, Markizy, albo Hawaje, czy Samoa.

Inną teorię postawił Norweg Thor Heyerdahl. Według niego Wyspę Wielkanocną zasiedlili żeglarze z Ameryki Południowej. Różni badacze i naukowcy dopatrzyli się związków wielu kultur na całym świecie z wyspą, albo odwrotnie – wyspy z np. Chinami, Indiami, Egiptem.

Za teorią Norwega przemawia zarówno jego udana podróż tratwą Kon-Tiki z Peru na zachód (przepłynął ok. 8000 km), jak i podobieństwo figur z Tiahuanaco w Boliwii do posągów moai.

Pozostawiając na boku niewyjaśnione do końca kwestie czasu przybycia na wyspę i miejsca pochodzenia grup przybyszów, można przyjąć za pewnik, że do 1680 roku żyły tutaj dwa plemiona: „długouchych” i podporządkowanych im „krótkouchych”. Bunt „krótkouchych” zakończył się prawie doszczętnym wytępieniem członków panującego klanu.

Bardzo więc możliwe, że przez pewien czas na Wyspie Wielkanocnej żyli zarówno Polinezyjczycy („krótkousi), jak i przybysze z Ameryki Południowej („długousi”). Warto zauważyć, że zwyczaj wydłużania małżowin usznych był stosowany m.in. przez arystokrację inkaską. Hiszpanie nazywali ich „orejones” – „długousi”. Fakt, że ostatnie badania wykazały polinezyjskie pochodzenie mieszkańców wyspy nie stoi w sprzeczności z poprzednim twierdzeniem: trudno na wyspie o indiański materiał genetyczny, skoro pozostali przy życiu tylko Polinezyjczycy.

Tajemnicze posągi

Mimo rozlicznych badań, zarówno dokładny czas, jaki i cel ustawiania posągów, nie zostały jednoznacznie ustalone. Przypuszcza się, że posągi wznoszono ku czci naczelników rodów albo godnych czci przodków. Miały być one łącznikiem między światem żyjących i światem zmarłych.

Wyspa Wielkanocna-moaiJedyny odkryty dotychczas posąg, prawdopodobnie jeden z pierwszych egzemplarzy, został wykonany z nogami. Poza tym, w przeciwieństwie do swoich młodszych „towarzyszy”, posiada zaokrąglone rysy twarzy i brodę.

Typowe moai posiadają krępy tułów, nieproporcjonalnie dużą głowę, wyraźny podbródek, głębokie oczodoły i długie uszy. Niektóre figury zostały wyposażone w czerwone, cylindryczne nakrycie głowy albo może raczej upięte w kok rude włosy (pukao).

Typowa wysokość moai wynosi 3 do 5 metrów, ale zdarzają się też olbrzymy: 9,8 m, a nawet 11,4 m. Największy posąg, el gigante, liczy ok. 21 m ale znajduje się w kamieniołomach, nie oddzielony od skały.

Zagadkę stanowi sposób transportu na miejsce przeznaczenia i ustawiania posągów. Jedna z teorii zakłada przeciąganie gotowych moai w pozycji leżącej i późniejsze ustawianie ich na platformach, inna zaś (którą popierał Heyerdahl) dowodzi możliwości przemieszczania figur w pozycji stojącej.

Warto w tym miejscu wyjaśnić, że w bardzo wielu publikacjach na ten temat zawyżono ciężar posągów. Dla obliczeń bierze się zwykle bazalt (ciężar właściwy ok. 3 – 3,2 g/cm3), a nie tuf wulkaniczny (poniżej 1,4 g/cm3, rzadko 1,7 g/cm3). Średni ciężar figur wynosi poniżej 5 ton (chociaż są i takie, które ważą 12,5 – 13,8 ton). Znajdująca się ciągle w kamieniołomie el gigante waży prawdopodobnie 145 – 165 ton, a być może i 270 ton, jak twierdzą niektórzy.



Fenomen Wyspy Wielkanocnej

  • Pojawiający się niewiadomo skąd i niewiadomo kiedy przybysze zasiedlają maleńką wysepkę na środku oceanu.
  • Już „na dzień dobry” dysponują zaawansowaną techniką obróbki skał i transportu bardzo znacznych ciężarów.
  • Ustawiają setki podobnych do siebie (ale nie identycznych) figur w sobie tylko znanym celu.
  • Tworzą posągi rudowłosych (!) olbrzymów.
  • Mimo wysokiej kultury doprowadzają do praktycznej zagłady swego miejsca do życia – kraina opisywana, jako raj na ziemi, zamieniona zostaje w poddawaną erozji pustynię.
  • Budowa posągów, która wydaje się być celem tego społeczeństwa, zostaje gwałtownie przerwana.
  • Pisemne przekazy, które przetrwały do naszych czasów, są dotąd nierozszyfrowane.

A może budowniczowie megalitów z Cuzko, Tiahuanaco, Nowej Zelandii, Egiptu i Wyspy Wielkanocnej, stosujący w swej pracy wyrafinowane technologie, korzystali z wiedzy pozostawionej na Ziemi przez wysoko rozwinięte cywilizacje? A na dodatek przemierzali bezkresny Ocean bez większych problemów…

No votes yet.
Please wait…