Brak odpowiedzi  Dodaj komentarz

Cezar i sowa

Starożytne mity i legendy wielu narodów opisują ptaki jako zwiastuny śmierci. Tak oto, według Plutarcha, zabójstwo Cezara poprzedziło wiele proroczych znaków, pośród nich – sowa. Ptaszysko usiadło na kolumnie stojącej na głównym placu miasta podczas Id marcowych (Idy marcowe – to w kalendarzu rzymskim święto środka miesiąca marca, poświęcone bogowi wojny Marsowi) i pokrzykiwało stamtąd przez cały dzień, nie zwracając uwagi na próby ludzi, aby go przepędzić. Później, na pogrzebie cesarza, pojawił się z kolei osobliwy ptak, trzymający w dziobie gałązkę laurową. Wleciał tam tylko po to, aby stać się ofiarą stada drapieżników, które pojawiły się nie wiadomo skąd. Dzisiaj wiele osób roześmieje się słysząc taką opowieść ale ten przypadek nie jest bynajmniej odosobniony w historii.

Białe zwiastuny w Salisbury

biale-ptakiPojawienie się ptaków regularnie oznajmiało śmierć kolejnego biskupa w angielskim mieście Salisbury. Jeśli wierzyć relacjom naocznych świadków, przed śmiercią duchownego nad miastem zaczynały krążyć ogromne białe ptaki niepodobne do żadnego miejscowego gatunku.

Po raz pierwszy białych wysłanników śmierci zauważono w Salisbury w 1414 roku, kiedy to nad dachem miejscowego biskupa pojawiła się cała chmara białych ptaków, akurat tuż przed jego śmiercią. Od tamtej pory widywano te ptaki wielokrotnie, w tym dwa razy w ubiegłym wieku. Jeden z wiktoriańskich obserwatorów opisywał je jako albatrosy, ale z oślepiająco białymi skrzydłami, a inny z kolei utrzymywał, że tuż nad ziemią szybowały jakby ogromne białe mewy.

Ale chyba najbardziej przekonywający jest przypadek miss Edith Oliver, starszej niezamężnej damy, która 15 sierpnia 1911 roku wracała do domu po próbach kościelnego chóru. Jak wszyscy miejscowi, tak i miss Oliver znała legendy o białych ptakach – zwiastunach śmierci. Zobaczywszy takie ptaki, od razu zawróciła do kościoła w Salisbury, aby uprzedzić swojego biskupa. Jednak kobieta spóźniła się: duchowny zmarł właśnie na zawał serca.

Przypadki psychologów

Foto: Bill Olmstead

Frank Podmore, założyciel i członek Brytyjskiego Towarzystwa Badań Psychiatrycznych, opisał przypadek córki doktora, która widywała osobliwe, pełne gracji ptaki za każdym razem na tydzień przed śmiercią kogoś z jej rodziny. Nadlatując, ptaki sadowiły się na parapecie okna i stukały dziobami w szyby, powiadamiając o swoim przybyciu. Nie przyjmowały przy tym od ludzi ani jedzenia, ani wody. Po śmierci jednego z członków rodziny, znikały.

Kilka podobnych przypadków rozpatrywał sławny psychiatra Carl Jung. Jeden z przykładów dotyczył jego pacjentki. Kiedy pewnego dnia mąż kobiety wyszedł do pracy, ona zobaczyła nad swoim domem stado krążących mew. Pamiętała, że podobne pojawienie się ptaków poprzedzało śmierć jej matki i babki. I chociaż pomyślała wtedy o swojej śmierci, to jednak ptaki wywróżyły koniec jej mężowi. Dowiedziała się później, że zmarł w tym właśnie czasie w pracy na skutek udaru mózgu.

Kruki – obrońcy domu Habsburgów

krukKiedyś, dawno temu, kruki były uważane za obrońców domu Habsburgów, panującego początkowo w Austrii, a potem w Monarchii Austro-Węgierskiej. Pewnego razu na polowaniu, hrabiego von Altenburg zaatakowało stado zajadłych jastrzębi (a może sępów). Zginąłby niechybnie, gdyby nie pomoc ogromnego stada kruków, które zmusiły jastrzębie do ucieczki.

Hrabia von Altenburg uznał, że to ptaki wysłane przez Boga uratowały go i nakazał każdego dnia karmić je i zbudować na skale basztę „Habichtsburg”, co oznacza „zamek jastrzębi”, aby mogły tam znaleźć ostoję. Przez ponad sto lat potomkowie hrabiego święcie wypełniali wolę swego przodka, ale stopniowo historia o cudownym ocaleniu hrabiego popadała w niepamięć, a na skale postanowiono zbudować zamek.

Budowniczowie zaczęli zwalać gniazda kruków i zabijać ptaki. Od tamtej pory czarne kruki z aniołów-stróżów rodziny Habsburgów przemieniły się w zwiastuny ich śmierci. Za każdym razem widziano je, kiedy umierał któryś z Habsburgów.

Najbardziej głośna historia związana z pojawieniem się czarnych kruków wiąże się z imieniem następcy tronu Monarchii Austro-Węgierskiej, arcyksięcia Ferdynanda i początkiem pierwszej wojny światowej. Żona Ferdynanda, arcyksiężna Zofia, jadąc samochodem przez Wiedeń zauważyła, że nad jej głową pojawiło się stado kruków. Poczuła, jakby niewidzialna ręka ścisnęła jej serce. Poprosiła męża, aby odwołał wyjazd do Sarajewa, gdzie już czuć było zapach prochu. Ale dumny arcyksiążę nazwał przeczucia żony głupimi przesądami i wyruszył do Bośni. Zofia pojechała z nim. Podczas przejazdu ulicami Sarajewa 28 czerwca 1914 roku następcę tronu i jego małżonkę zastrzelił bośniacki student Gawryła Princip.

Nie tylko ptaki

Wieści o śmierci nie muszą przynosić wyłącznie skrzydlate istoty. Ponad pięć wieków temu dla starego irlandzkiego rodu Gormanstonów zwiastunami choroby i śmierci były lisy, które nawiasem mówiąc figurowały w rodowym herbie. Zbierały się one w stado niedaleko od zamku zawsze wtedy, gdy miał zejść z tego świata któryś z mężczyzn Gormanston. I nie jest to tylko legenda, ponieważ w naszych czasach zanotowano trzy podobne przypadki.lis

Chyba najbardziej znany jest ten z 8 października 1907 roku, kiedy to ponad tuzin lisów zgromadziło się przy murach zamku i zaczęło skowyczeć. W tym momencie zmarł na skutek przedawkowania narkotyków wicehrabia Gormanston. Następnie, w dniu pogrzebu zmarłego, zgromadzeni goście byli świadkami takiego oto widoku: w biały dzień, w zamkowym ogrodzie zebrało się całe stado rudych drapieżników, które nie reagowały na obecność ludzi. Po zakończeniu ceremonii zwierzęta zniknęły ale jeszcze przez cały następny tydzień na mogile wicehrabiego przesiadywał lis. Wyglądało na to, jakby pilnował jego miejsca spoczynku.

Takie zachowanie lisów wydaje się bardzo niezwykłe, jako że nigdy nie gromadzą się one w stada w biały dzień, na dodatek na oczach wielu ludzi. Niektórzy sądzą, że lisy Gormanstonów nie miały nic wspólnego ze zwykłymi zwierzakami. Pojawiały się zamkowym ogrodzie nie wiadomo skąd i tak samo nagle znikały. A poza tym, jak twierdzili świadkowie, lisy przechodząc koło stada gęsi nawet nie zwracały na nie uwagi.

Wszystkie te przypadki można, oczywiście, próbować objaśnić zwykłym zbiegiem okoliczności. Ale można też założyć, że był to jeszcze jeden dowód na istnienie rzeczywistości odmiennej od naszej.

Rating: 4.1. From 9 votes.
Show votes.
Please wait…